7 września 2013

Prologue.

- Czyli wyjeżdżasz? - spytał mój kędzierzawy przyjaciel opierając się ręką o dach samochodu. Przyglądałam mu się uważnie. Wyglądało na to, że nie mógł w to do końca uwierzyć. Zupełnie jak ja.
     Nastrój jaki panował w domu przez ostatnie dni był nie do zniesienia. Naprawdę. Ciągłe pakowanie, załatwianie spraw związanych z nowym domem, z pracą taty. To wszystko mnie przerastało. Nie wytrzymywałam psychicznie. Nie chciałam wyjeżdżać i opuszczać Holmes Chapel. W tym miejscu się urodziłam, tutaj dorastałam i jak widać nie przyszło mi dane spędzić tutaj ani chwili dłużej. Awans w pracy taty, nowe obowiązki, nowe zadania, no i oczywiście nowa siedziba. Gdzie indziej mogli go wysłać niż do Londynu. Mało im ludzi tam. Że też nie mógł sobie znaleźć pracy, która nie wymaga przeprowadzania się. Albo gdyby po prostu mógłby nie przyjąć awansu. Bez sensu. Zupełnie bez sensu. Będę żyła 176 mil od mojej rodzinnej miejscowości, od rodziny. Jak ja sobie poradzę bez tego babcinego uścisku codziennie? Bez dziadkowej troski, tych wszystkich rad, albo zrzędzenia, że o siebie nie dbam i powinnam jeść więcej i brać przykład ze starszego brata.
     Jednak z tego wszystkiego najbardziej będzie mi brakować jego. Jego dołeczków, które pojawiały się za każdym razem kiedy się uśmiechał, wywołując przy tym mój i uśmiech, jego pięknych zielonych tęczówek, które wpatrywały się we mnie przeszywając na wskroś zawsze kiedy nie chcę z nikim rozmawiać albo czegoś powiedzieć... Kto mi będzie sto razy dziennie powtarzał, że jestem nieukiem, bo nie potrafię rozwiązać prostego zadania z fizyki? Kto będzie mi to próbował tłumaczyć po stokroć razy mając nadzieję, że w końcu rozumiem? Nigdy już tak nie będzie. Po raz pierwszy w życiu znalazłam osobę, której ufam bezgranicznie, przy której czuję się tak swobodnie, mogę być po prostu sobą. To jest takie piękne, kiedy idziecie razem ulicą i zauważacie jakąś osobę, rzecz, która wywołuje u was śmiech, wystarczy jedno spojrzenie i już tarzacie się razem po ziemi. Rozumiecie się bez słów, jesteście dla siebie bezinteresownie. Wiecie jak to się nazywa? To się właśnie nazywa przyjaźń. To najpiękniejsze co się człowiekowi w życiu przytrafia. Jestem szczęściarą, bo mi się właśnie przytrafiło. Tyle tylko, że właśnie przyszło mi się z tym pożegnać. Płakałam, błagałam, wszystko na marne. Spotkanie raz na rok podczas świąt, albo rozmowa przez internet to nie to samo. Właśnie tracę to na czym mi najbardziej zależy... I najśmieszniejsze jest to, że choćbym nie wiem jak bardzo chciała, nic nie mogę z tym zrobić.
     Poczułam jak do oczu napływają mi łzy. Znowu. Od tygodnia wydostają się ze mnie bezustannie. Jakbym miała siedzieć cały czas w jednym pomieszczeniu to chyba bym w nich utonęła w końcu, naprawdę. Szerokie ramiona chłopaka od razu oplotły moje ciało. Ostatni raz się w niego wtuliłam. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. Nie miałam zamiaru go w ogóle puszczać. Bo jak już to zrobię to bez odwrotu. Na zawsze. Z takiego stanu wyrwał mnie głos zielonookiego. Powiedział, że już pora na niego. Wiedziałam, że po prostu nie chciał, żebym widziała jego łzy. Znałam go. Uniosłam głowę i pogładziłam go delikatnie dłonią po policzku, bo czym tylko musnęłam go wargami.
- Czyli wyjeżdżam... - wzruszyłam bezradnie ramionami - Chciałeś mi coś chyba wczoraj powiedzieć? Powiedziałeś, że zrobisz to dzisiaj... - dodałam od razu. Przypomniał mi się wczorajszy dzień. Zrobiliśmy ze znajomymi ognisko. Było pięknie. Spojrzałam znów na Harrego. Złożył usta w jedną prostą linię. Widziałam, że bił się z myślami. Po chwili się odezwał.
- Będę tęsknił, Lilly Rose Sharewood. Ucz się fizyki. Zadzwoń, napisz, cokolwiek, jak dojedziesz. Pójdę już, bo słyszę, że rodzinka się zbiera. Do świąt i nie zapomnij o mnie - czułam jego oddech na swoim policzku, ostatnie słowa wyszeptał wprost do mojego ucha, po czym dodał jeszcze dwa - Kocham cię. - odsunął się posyłając mi jeden ze swoich uroczych uśmiechów. Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo ucałował moje usta i po prostu odszedł zostawiając mnie z milionem myśli.
     Czy to było prawdziwe wyznanie miłosne? Nigdy takiego nie słyszałam. No, oczywiście, mówiliśmy to sobie często, ale teraz to było inne. Wcześniej nie mówił tego w ten sposób. Nie wiem co mam o tym myśleć. Nie będę robić sobie nadziei. Przecież i tak wyjeżdżam, więc jaki to ma sens w ogóle... No żaden.
- Jedziemy! - zauważyłam biegnącego w moją stronę Matta. Tyle w nim entuzjazmu. Niby starszy ode mnie, a zachowuje się jak dziecko.W ogóle go nie rozumiem. Wsiadł do auta, a zaraz za nim rodzice. Przystanęłam na chwilę zamyślając się.
- Ja ciebie też Harry Edwardzie Styles. - powiedziałam do siebie i otworzyłam drzwi i wsiadłam do samochodu. Zapięłam pas i oparłam głowę o szybę wkładając jeszcze uprzednio słuchawki do uszu. To będzie długa podróż...

2 komentarze :

  1. Pięknie piszesz. Prolog jest bardzo ciekawy i wciągający. Estetyczny, prosty wygląd bloga. Wszystko przejrzyste.. Tak, zachwycam się. Głównie, ze względu na treść. Chciałabym poznać ciąg dalszy. Chciałabym też zaobserwować Twojego bloga, ale nie masz takiej opcji, więc byłabym wdzięczna, jakbyś powiadamiała mnie o nowych rozdziałach. Nie mam żadnych uwag. Jest świetnie. Oby tak dalej. Życzę dużo weny, czytelników i przyjemności z pisania.

    Jeśli będziesz miała wolną chwilę, wpadnij do mnie i szczerze oceń mojego bloga. Będę bardzo wdzięczna. Zapraszam: http://ziemia-inez.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem zachwycona! Już dawno nie czytałam tak dobrego prologu. Będzie ciekawie, a mnie nie może tutaj zabraknąć. Będę tutaj co dzień, sprawdzając, czy kolejny rozdział już jest :)
    Wygląd bloga też jest świetny. Ja lubię prostotę i to mnie w tym blogu urzekło. :)
    Obserwuję bloga i jestem stałą czytelniczką! ;)

    Jak będziesz miała wolną chwilę to wpadnij do mnie :))
    http://whenever-you-kiss-him-im-breaking.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń