- Lilly... ja naprawdę nigdy nie sądziłem, że cię kiedykolwiek odnajdę... - Harry podszedł do mnie bliżej i złapał najdelikatniej jak tylko wtedy potrafił, za dłoń. I tak ją od razu wyrwałam i zrobiłam kolejne dwa kroki w tył. Przekręciłam na moment głowę szukając wzrokiem mojej przyjaciółki, która się gdzieś ulotniła. No świetnie.
- Pytanie czy kiedykolwiek chciałeś - odpowiedziałam mu bez jakichkolwiek skrupułów. Co on sobie myśli? Że po trzech latach milczenia po prostu przyjdzie, przeprosi i wszystko będzie okej? Nie będzie. Nic już nie będzie okej. Nienawidzę siebie za to, że wybrałam akurat ten budynek do mieszkania. Przecież w Londynie jest mnóstwo innych. Sharewood, jesteś idiotką.
- Oczywiście, że chciałem... Tylko nie mogłem... - powiedział już nieco ciszej, jednak ja wszystko dobrze słyszałam. Wciąż się na niego patrzyłam z niedowierzaniem.
- A to niby dlaczego? - zakpiłam z niego. Ta rozmowa nie ma najmniejszego sensu. Zaraz pewnie wymyśli jakąś pseudo historyjkę z życia wziętą, którą, myśli, że kupię. Nawet nie ma mowy.
- Było mi ciężko, Lilly. Wyjechałaś. Nie potrafiłem być sam. Nie chciałem utrzymywać z tobą kontaktu przez internet, bo byłoby jeszcze gorzej. Ja... ja cię kochałem! I chyba nadal to coś czuję... Teraz widzisz, znowu się spotkaliśmy. To coś znaczy, no nie uważasz tak samo? - słuchałam kolejnych słów, które wypowiadał chłopak i z każdym miałam coraz bardziej dość. Nie potrafiłabym tak dobrze kłamać, jak on. Pokręciłam głową z dezaprobatą.
- Nie. Nie wierzę w ani jedno twoje słowo. Daruj sobie te zbędne historyjki. Po prostu myślałeś, że się nigdy nie spotkamy, więc po co utrzymywać z kimś takim kontakt. Nie jestem głupia, Harry. A teraz, proszę cię, wyjdź. I nie przychodź tu więcej. Przynajmniej nie kiedy ja jestem. Nasz czas już minął. Sam zakończyłeś tę przyjaźń. A jeśli na pewno byłoby tak jak mówisz to na pewno nie dałbyś mi odejść. Tam są drzwi... - wskazałam gestem dłoni na ciemne drzwi za mną. Kiedy już opuścił pokój Amandy, wyszłam zaraz za nim i zaprowadziłam do przedpokoju, gdzie ubrał buty. Spojrzał jeszcze raz na mnie tym swoim pseudo-smutnym wzrokiem myśląc, że się złamię, jednak tak się nie stało. Gdy Styles miał już wychodzić, po mieszkaniu rozszedł się dźwięk dzwonka. Wyminęłam kędzierzawego i otworzyłam drzwi, w których stał Liam. Patrzyliśmy na siebie przez kilka sekund, ja z zaciekawieniem i niewiedzą, a on, zapewne, czekając aż go wpuszczę czy coś. Kiedy już ogarnęłam co się dzieje, tak też zrobiłam. Payne wszedł do środka.
- W sumie to ja przyszedłem tylko spytać o zgubę. Ale już ją znalazłem. Znacie się? - zdziwiony Daddy spojrzał po nas. Ja wzruszyłam po prostu ramionami.
- Aż za dobrze. Harry właśnie wychodził - nawet na niego nie spojrzałam. Przyglądałam się cały czas Liamowi, który cały czas stał i patrzył na mnie zdziwiony całą sytuacją.
- Nawet nie sądziłem, że cię tutaj zastanę - przeniósł swój wzrok na lokowatego, który cały czas oglądał swoje buty. Oparłam się o drzwi.
- Przyszedłem do Amandy. Opowiadałem ci, wpadliśmy na siebie w holu. Nie było was, więc nie miałem co robić. Spotkanie z Lilly to był akurat przypadek. Idziemy? - odpowiedział zielonooki. Słysząc jego pytanie odsunęłam się kawałek od drzwi.
- No dobra, czekaj, dogonię cię - rzucił Li, na co Harry tylko kiwnął głową i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
- Już wszystko wiem. To ty jesteś tą Lilly... - robiąc "gest myśliciela", chłopak patrzył na mnie i z uśmiechem dodał, wyprzedzając moje pytanie: - Harry dużo o tobie opowiadał. Nie z własnej woli, ale...
- Słucham? - spytałam nie wiedząc kompletnie o czym on mówi.
- No przecież Harry mówi przez sen. I nie sądzę, żeby ten sen był proroczy. Sądzę, że się znacie długo. Mam rację?
- Możliwe... nieważne, Liam, to długa historia i naprawdę nie chcę do tego wracać.
- Byliście razem? - zaczął dociekać.
- Nie. Tylko się przyjaźniliśmy. Potem wyjechałam.
- Nie taka długa ta historia.
- Bez szczegółów może i tak.
Oboje się zaśmialiśmy.
- No dobra, idę. Ale wpadnę jeszcze, na razie! - rzucił na odchodne i wyszedł. Wyszedł, zostawiając mnie z tym wszystkim samą...
Siedziałam na kanapie oglądając kolejny już film. Tym razem padło na komedię. Kac Vegas w Bangkoku. Moja ulubiona część. Tak strasznie mi się nudziło. Dochodziła godzina piętnasta. Wydarzenia z wczorajszego dnia sprawiły, że straciłam ochotę na wszystko. Nawet na pójście z Amy do kina, którego byłam stałym bywalcem.
Już prawie zasypiałam na tej kanapie. Na szczęście w porę przybyło z bawienie w postaci mojej ukochanej blondynki. Wparowała do salonu w tempie ekspresowym i oznajmiła mi, że robimy babski wieczór i idziemy do klubu. "Okej" - pomyślałam sobie. Może tego mi trzeba? W sumie czemu nie, no przecież nie mam nic do stracenia, to tylko klub.
Wszystko zaczyna się o 20:30, więc miałam sporo czasu. No mniej-więcej trzy godziny. W tym czasie wzięłam prysznic. Umyłam włosy, które później rozczesałam i wyprostowałam, żeby jakoś wyglądały. Kiedy przyszło mi się ubierać, nerwy wróciły. Strasznie nie lubiłam wybierać sobie ubrań. Zawsze coś mi nie pasowało. Zawsze jakiś niedosyt. Tak było i tym razem. Tyle tylko, że nie miałam w ogóle żadnych pomysłów. Nic mi nie odpowiadało. Koniec końców, zdałam sobie sprawę, że skoro to babski wieczór to stroić się nie muszę. Dobrałam więc taki prosty zestaw, w którym to by się nie obeszło bez mojej ukochanej koszulki "CRAZY MOFOS". Była jedną z moich ulubionych. Poza tym pasowała do tego wszystkiego i przynajmniej nie byłam cała ubrana na czarno, niczym jakaś wdowa. Jakiś czas przed wyjściem zrobiłam jeszcze kreski. Nigdy nie wiadomo jaki czas zajmie mi ich robienie, bo z moimi umiejętnościami to nigdy nic nie wiadomo. Tym razem jakoś szybko poszło.
Po niedługim czasie siedziałam już z Petterson w aucie. Jak zwykle korki były przeogromne, więc równie dobrze mogłyśmy iść na pieszo, serio, doszłybyśmy może w tym samym czasie. Kiedy w końcu dojechałyśmy i uporałyśmy się z włosami Amy (jak zwykle tysiąc razy je poprawiała, żeby dobrze wyglądać, choć tak było, ale jej niczego nie wmówisz), wysiadłam w końcu i skierowałam się w stronę naszego ulubionego klubu.
W środku jak zwykle, unoszący się zapach perfum stłumiony z alkoholem, tytoniem i innymi takimi śmiesznymi używkami, których osobiście nie trawiłam. Oprócz alkoholu, który znosiłam, bo sama przecież piłam czasami. Lubiłam takie miejsca. Rozejrzałam się dookoła. Ludzi była już masa. Jedni już zajmowali parkiet, inni dopiero zaczęli wlewać w siebie jakieś drinki lub piwa, a kolejni siedzieli w jakiś lożach czy po prostu w kątach i lecieli w ślinę z przypadkowymi osobami. Na samą myśl skrzywiłam się. Jak mnie takie coś obrzydza.
Amanda stwierdziła, że musi iść najpierw do toalety. Powiedziała, żebym poszła z nią, więc po prostu to zrobiłam. Jak myślałam, będzie się poprawiała. Zajęło jej to ponad pięć minut. Na szczęście, jestem do tego przyzwyczajona, nic co związane z Amandą, nie jest mi obce. A to zabawne. Po dłuższej chwili w końcu wyszłyśmy z tego pomieszczenia i udałyśmy się do baru. Przez całą drogę przyglądałam się ludziom mnie mijającym lub siedzącym w pobliżu, szukając jakiś znajomych twarzy. Jak się okazało, dwie takie czekały na mnie przy barze.
Myślałam, że się załamię na ten widok. Dwóch członków One Direction siedzących przy barze w Rise w Londynie. Super, Amy się z nimi przywitała. Czyli, że spiskowali razem? No fantastycznie. Wszyscy i wszystko przeciwko mnie, jak zwykle.
Przywitałam się tylko z Liamem, bo z Harrym nie miałam najmniejszej ochoty rozmawiać. W ogóle nie miałam ochoty przebywać w jego towarzystwie. Nie po to tutaj przyszłam. Myślałam, że będę tylko ja i Amy. Że będziemy mogły pogadać, potańczyć razem jak zawsze. Oczywiście ta miała inne plany. Wiem, że teraz będzie na siłę próbowała nas pogodzić. Znam ją. Zawsze chce dla mnie jak najlepiej, tak jak ja dla niej. Tylko w tym momencie ona nie wie co jest dla mnie dobre. Nie przeżyła tego co ja. Ona myśli, że Harremu naprawdę zależy. Łyknęła jego historyjkę, poleciała na jego skruszoną i minę i myśli, że to ja zawiniłam, bo nie chcę mu wybaczyć, o! Co to to nie. Choćby nie wiem co, ja mu nie wybaczę.
Miałam ochotę stamtąd pójść. Tak po prostu. Gdziekolwiek. Byleby z dala on niego. Nawet już nie byłam zła. Po prostu było mi przykro. Przykro przez to jak mnie potraktował. Chyba każdy na moim miejscu by się tak czuł.
Zrobiłam krok w tył. Chciałam powoli się stamtąd oddalić. Czułam na sobie wzrok całej trójki. Chciałam zrobić jeszcze jeden krok, jednak coś, albo raczej ktoś, mi w tym nie pozwolił. Uderzyłam delikatnie o jakąś osobę stojącą za mną. Odwróciłam się na pięcie żeby przeprosić i przy okazji dowiedzieć się kim jest ten ktoś. Uniosłam głowę, a moim oczom ukazał się słodki blondasek. Na jego widok zaparło mi dech w piersiach. Zawsze to jego z One Direction lubiłam najbardziej. To on urzekł mnie jako pierwszy. Był... albo raczej jest taki strasznie uroczy. Szczególnie kiedy miał aparat, awww. Na żywo wygląda jeszcze lepiej. Przeniosłam swój wzrok na jego koszulkę. "Crazy Mofos"... Skąd ja to znam... Spojrzeliśmy znów na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem. Gdyby nie to, że jestem od niego o głowę niższa, można by powiedzieć, że jesteśmy bliźniakami. No to ja chyba jednak zostanę...
Usiadłam pomiędzy Li a Niallerem. Dalej siedziała Am i Hazza, z którym nie zamieniłam ani słowa. I nawet nie zamierzałam. Nie mamy już o czym rozmawiać.
Cały czas rozmawiałam z Horanem i Paynem. Opowiedzieli mi trochę o swoich trasach, o tym jak to wszystko przebiega, ile muszą w to wkładać pracy. Nie sądziłam, że może być aż tak ciężko. Dobrze, że teraz mają te wakacje prawie że calutkie wolne. Biedaczki może sobie chociaż trochę odpoczną. Spędzą czas z rodzinami, bo przecież są one najważniejsze.
Przywitałam się tylko z Liamem, bo z Harrym nie miałam najmniejszej ochoty rozmawiać. W ogóle nie miałam ochoty przebywać w jego towarzystwie. Nie po to tutaj przyszłam. Myślałam, że będę tylko ja i Amy. Że będziemy mogły pogadać, potańczyć razem jak zawsze. Oczywiście ta miała inne plany. Wiem, że teraz będzie na siłę próbowała nas pogodzić. Znam ją. Zawsze chce dla mnie jak najlepiej, tak jak ja dla niej. Tylko w tym momencie ona nie wie co jest dla mnie dobre. Nie przeżyła tego co ja. Ona myśli, że Harremu naprawdę zależy. Łyknęła jego historyjkę, poleciała na jego skruszoną i minę i myśli, że to ja zawiniłam, bo nie chcę mu wybaczyć, o! Co to to nie. Choćby nie wiem co, ja mu nie wybaczę.
Miałam ochotę stamtąd pójść. Tak po prostu. Gdziekolwiek. Byleby z dala on niego. Nawet już nie byłam zła. Po prostu było mi przykro. Przykro przez to jak mnie potraktował. Chyba każdy na moim miejscu by się tak czuł.
Zrobiłam krok w tył. Chciałam powoli się stamtąd oddalić. Czułam na sobie wzrok całej trójki. Chciałam zrobić jeszcze jeden krok, jednak coś, albo raczej ktoś, mi w tym nie pozwolił. Uderzyłam delikatnie o jakąś osobę stojącą za mną. Odwróciłam się na pięcie żeby przeprosić i przy okazji dowiedzieć się kim jest ten ktoś. Uniosłam głowę, a moim oczom ukazał się słodki blondasek. Na jego widok zaparło mi dech w piersiach. Zawsze to jego z One Direction lubiłam najbardziej. To on urzekł mnie jako pierwszy. Był... albo raczej jest taki strasznie uroczy. Szczególnie kiedy miał aparat, awww. Na żywo wygląda jeszcze lepiej. Przeniosłam swój wzrok na jego koszulkę. "Crazy Mofos"... Skąd ja to znam... Spojrzeliśmy znów na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem. Gdyby nie to, że jestem od niego o głowę niższa, można by powiedzieć, że jesteśmy bliźniakami. No to ja chyba jednak zostanę...
Usiadłam pomiędzy Li a Niallerem. Dalej siedziała Am i Hazza, z którym nie zamieniłam ani słowa. I nawet nie zamierzałam. Nie mamy już o czym rozmawiać.
Cały czas rozmawiałam z Horanem i Paynem. Opowiedzieli mi trochę o swoich trasach, o tym jak to wszystko przebiega, ile muszą w to wkładać pracy. Nie sądziłam, że może być aż tak ciężko. Dobrze, że teraz mają te wakacje prawie że calutkie wolne. Biedaczki może sobie chociaż trochę odpoczną. Spędzą czas z rodzinami, bo przecież są one najważniejsze.
W końcu przeszliśmy na parkiet. Czekałam na to chyba pół wieczoru. Choć w sumie było miło. Naprawdę fajnie rozmawiało mi się z chłopakami, temat nam się w ogóle nie kończył, cały czas ktoś coś mówił. A to Niall opowiadał o swoich ciekawych przygodach na scenie, a to Liam o tym jak to musiał się nimi zajmować i ile to razy holował swoich przyjaciół do tourbusa, bo byli tak schlani, że nie mogli iść. Całkiem zabawnie musiało tam być. Chciałabym to widzieć. Może będę miała okazję, bo Horanek nawet dał mi nieoficjalne zaproszenie na koncert. No czyż on nie jest słodki?
- Lilly, ale przyjdziesz, tak? Zaśpiewam specjalnie dla ciebie - mamrotał coś znów blondasek, kiedy prowadziłam go do jego mieszkania. Li z Amy starali się jakoś prowadzić Harrego, który zaliczył zgona. Wsiedliśmy do windy.
- Tak, na pewno przyjdę, tylko załatw mi jakiś bilet, miejsce w pierwszym rzędzie - zaśmiałam się opierając o ścianę.
- Jasne! Trzymam w domu specjalnie, jutro ci dam, albo zaraz nawet - mruknął niemalże niesłyszalnie i oparł głowę o moje ramię.
- Spokojnie, mamy czas, jutro mi przyniesiesz, co? - pogładziłam go po ramieniu i znów objęłam kiedy wysiadaliśmy z windy. Liam otworzył drzwi. Weszliśmy wszyscy do środka, Amy zaprowadziła Harrego, a ja Nialla do jego pokoju. Pomogłam mu zdjąć bluzę i koszulkę. Kiedy już się położył, a ja chciałam wyjść, złapał mnie za dłoń.
- Zostajesz ze mną, prawda? - na te słowa zaśmiałam się cicho i z politowaniem pogłaskałam jego włosy.
- Idę do siebie. Jutro przyjdę... - nachyliłam się i ucałowałam jego policzek.
- Lilly, ale przyjdziesz, tak? Zaśpiewam specjalnie dla ciebie - mamrotał coś znów blondasek, kiedy prowadziłam go do jego mieszkania. Li z Amy starali się jakoś prowadzić Harrego, który zaliczył zgona. Wsiedliśmy do windy.
- Tak, na pewno przyjdę, tylko załatw mi jakiś bilet, miejsce w pierwszym rzędzie - zaśmiałam się opierając o ścianę.
- Jasne! Trzymam w domu specjalnie, jutro ci dam, albo zaraz nawet - mruknął niemalże niesłyszalnie i oparł głowę o moje ramię.
- Spokojnie, mamy czas, jutro mi przyniesiesz, co? - pogładziłam go po ramieniu i znów objęłam kiedy wysiadaliśmy z windy. Liam otworzył drzwi. Weszliśmy wszyscy do środka, Amy zaprowadziła Harrego, a ja Nialla do jego pokoju. Pomogłam mu zdjąć bluzę i koszulkę. Kiedy już się położył, a ja chciałam wyjść, złapał mnie za dłoń.
- Zostajesz ze mną, prawda? - na te słowa zaśmiałam się cicho i z politowaniem pogłaskałam jego włosy.
- Idę do siebie. Jutro przyjdę... - nachyliłam się i ucałowałam jego policzek.
- Dobrze... dziękuję mój Aniele.
Uśmiechnęłam się i wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi. Pożegnałam się z Li i wróciłam razem z Am do domu, gdzie po szybkim prysznicu, od razu położyłam się do łóżka czekając na sen.
Uśmiechnęłam się i wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi. Pożegnałam się z Li i wróciłam razem z Am do domu, gdzie po szybkim prysznicu, od razu położyłam się do łóżka czekając na sen.
* * *
Czwarty!
Ale cicho tutaj.
Dawajcie, komentujcie, niech się coś dzieje!
Następny będzie może w tygodniu. x
Super rozdział. Mam nadzieję że kolejny pojawi się równie szybko co ten. Oby tak dalej!
OdpowiedzUsuńŚwietny blog, czekam na następny rozdział, i zapraszam do mnie :> http://me-and-five-crazy-boys.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńno świetnie jest! czekam na następne! :D ♥
OdpowiedzUsuńSuper ! ja chce następny i to już ! ;*
OdpowiedzUsuńkiedy nastęęępny ? :D
OdpowiedzUsuńWeszłam tak po prostu, bo zauważyłam w DM, teraz mogę stwierdzić, że to jest świetne. Nie przepadam za ff, ale ten jest taki naturalny i... po prostu uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam. Czekam na następny rozdział. Zapraszam na moje opowiadanie, nie ff. -> www.takietozyciejen.blogspot.com, mam nadzieję, że ci się spodoba.
OdpowiedzUsuńŚwietny! Z chęcią będę czytała, dzięki za podesłanie w DM (: x @linkaaax3
OdpowiedzUsuńBoski ! Czekam na następny ! :D ~Gabi ;*
OdpowiedzUsuń