- No coś ty? Ale serio? Żartujesz chyba! - pytała moja przyjaciółka chyba po raz tysięczny, kiedy próbowałam jej opowiedzieć sytuację sprzed parunastu minut. Ta dziewczyna chyba próbuje mnie wyprowadzić z równowagi.
- No chyba Ci mówię, tak? Raczej bym sobie tego nie wymyśliła niedowiarku! A jak nie wierzysz to połaź po mieszkaniach to zobaczysz. - odpowiedziałam jej. Naprawdę nie wiedziałam co mam zrobić, żeby jej to, nie wiem, udowodnić? Wbić do głowy, o. Może miałam to nagrać? Moje nerwy zaraz przestaną wytrzymywać.
Ostatnie machnięcie tuszem do rzęs i byłam w całkiem dobrym stanie. Właśnie szykowałyśmy się z Amy na zakupy do jakiegoś centrum handlowego. Chciałyśmy coś sobie kupić, bo wieczorem miałyśmy iść z moim bratem i jego kolegami do jakiegoś klubu niedaleko. Z racji tego, że ja sukienkowa nie jestem, to niewiele tego typu ubrań mam, tak więc zostałam po prostu zmuszona.
- Lilly, idziesz? - usłyszałam za sobą głos zniecierpliwionej już blondynki. Stała w progu mojego pokoju i widziałam w odbiciu lustra, że przyglądała mi się z miną typu "kiedy ten koszmar dobiegnie końca", czy coś w tym stylu.
- No idę, już... - przeczesałam jedynie dłonią włosy, po czym schyliłam się, żeby zebrać je razem i zrobić kucyka. Taka fryzura ostatnimi czasy odpowiadała mi najbardziej, gdyż nigdy nie miałam ani czasu ani ochoty czegoś tworzyć ze stertą kłaków na swojej głowie. - Przejdziemy się, czy wolisz jechać? - spojrzałam na nią pytająco. Usiadłam na łóżku i założyłam swoje trampki, następnie podniosłam się zmierzając w stronę wyjścia.
- Głupie pytanie, oczywiście, że jedziemy. Chyba nie myślałaś, że nie będę korzystała z tego, że mam prawko, koleżanko! - rozochociła się nagle, co mnie trochę zdołowało. Zazdrościłam jej strasznie, że już mogła sama prowadzić auto. Że nie bała się i zdała ten egzamin. Ze mną jest inaczej. Boję się siadać za kierownicą. Ciekawe czy kiedykolwiek się przełamię. Ciekawe...
Specyficzny dźwięk i otwierane drzwi windy wyrwały mnie z kolejnych rozmyślań. Co się ze mną dzieję, że chodzę taka rozkojarzona ostatnio? Dziwne. Nigdy wcześniej taka nie byłam. Może to przez natłok wrażeń, nie wiem.
- Chyba zapomniałam kluczyków od samochodu - wypaliła nagle Petterson. Spojrzałam na nią dziwnym wzrokiem. Już chciała wrócić w stronę windy, jednak wyprzedziłam ją. Złapałam za ramię i obróciłam w swoją stronę. Poczułam, że po prostu muszę to ja wrócić na górę. Jakby jakaś intuicja mówiła mi, że coś się dzieje...
- Ja pójdę. Zaczekaj na mnie przed wyjściem. - rzuciłam i od razu wsiadłam do windy. Wcisnęłam odpowiedni przycisk i po zamknięciu się drzwi czekałam ze zniecierpliwieniem aż znów się otworzą. Kiedy to już się stało, wysiadłam i skręciłam w lewo, stając po chwili przed drzwiami mieszkania. Wsunęłam kluczyk do zamka i przekręciłam go, co sprawiło, że się one otworzyły. Weszłam do środka w poszukiwaniu kluczyków od samochodu mojej przyjaciółki.
W tym samym czasie...
To ciągłe nagrywanie kiedyś doprowadzi mnie do skraju wytrzymałości. O ile już do tego nie doprowadziło. Byłem zmęczony tym wszystkim. Ciągłymi wyjazdami, koncertowaniem, szlajaniem się po studiach nagraniowych, różnych radiach. Byłem zmęczony swoją "karierą", która pomimo, że się dopiero rozwijała, robiła to stanowczo za szybko. Czas ucieka jak piasek przez palce. Zmieniam się. Wszystko się zmienia. Nawet nie potrafię tego do końca zauważyć. To chore. Czuję jak wypalam się od środka. Nie chciałem, żeby to tak wyglądało. Nie za taką cenę. Lubię to co robię, ale przecież co za dużo to niezdrowo. To mnie wykańcza. I w sumie nie tylko mnie, bo reszta zapewne czuje to samo. Ale co ja mam zrobić? Nie mogę zawieść fanów. Nie teraz, kiedy liczą na nas najbardziej. Styles, weź się w garść. Wszystko się unormuje, niedługo dostaniesz jakieś wolne. Będzie spoko... Będzie spoko. Będzie spo... Dobra, koniec.
Wchodziłem właśnie do lobby. Minąłem "recepcję i już miałem kierować się w stronę windy, kiedy na kogoś wpadłem. Drobne ciało, jak mniemam, dziewczyny, zachwiało się, więc złapałem mocno jej ramiona i ustawiłem do pionu. Wpatrywałem się przez moment w jej twarz i kiedy zobaczyłem, że się rumieni, zaśmiałem się.
- Ha-harry? - mruknęła niemalże niesłyszalnie.
- Tak, a Ty jesteś? - uśmiechnąłem się, robiąc półkrok w tył, żeby lepiej widzieć ową dziewczynę.
- Jestem Amy... - odpowiedziała, tylko tym razem już trochę pewniej i głośniej. Słodka była. Ciekawe, czy jest fanką.
- W takim razie miło mi cię poznać, Amy. Co tutaj robisz? - spytałem, nawiązując jakiś temat. To nic, że spieszyłem się do domu.
- Czekam na przyjaciółkę. Pewnie zajmuję ci czas, co? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. W sumie nie wiedziałem co odpowiedzieć.
- Nie, raczej nie. Tylko zmęczony jestem i lecę do domu odpocząć. Pod jakim numerem mieszkasz? Wpadnę jak znajdę chwilę. Chyba niedawno się wprowadziłaś, co? - w sumie nie wiem czemu to zaproponowałem, ale to nie był aż taki zły pomysł. Zawsze lubiłem nawiązywać nowe znajomości, a to była doskonała okazja.
- Rozumiem. Pod 63. Jak znajdziesz chwilę to zapraszam. - blondynka uśmiechnęła się. Odwzajemniłem gest, po czym się pożegnałem i wsiadłem do pierwszej lepszej windy.
Jakiś czas później
- Nadal nie mogę w to uwierzyć. Spotkałam Harrego, rozumiesz to? Przepraszam, że ci wtedy nie uwierzyłam - od piętnastu minut wysłuchiwałam mojej rozentuzjazmowanej przyjaciółki, która po kilkugodzinnej przerwie, przypomniała sobie, że spotkała Stylesa. Yay! Tylko czemu mnie to jakoś nie bawi? - A ciebie co ugryzło, że taka nie w humorze? - spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem.
- To ta brytyjska pogoda tak na mnie działa chyba. Będzie okej, spokojnie. - wzruszyłam ramionami uśmiechając się bez większego entuzjazmu do mojej towarzyszki.
Dziwna była ta sytuacja. Los nie chciał, żebym spotkała się z Curlym i dlatego chciał, żebym to ja wróciła do mieszkania, tak? To jest jakaś chora ironia losu. Wszystko jest przeciwko mnie. Dosłownie. Zaraz... A może wcale nie? Może to lepiej, że mnie tam nie było? Nie jestem w stanie sobie wyobrazić mojej reakcji na jego widok. No bo... Jak miałabym się niby zachować? Przecież nie podeszłabym do niego i nie przytuliła? Nie nakrzyczałabym też, bo nawet nie wiem za co. No okej, za to, że się nie odzywał, ale może miał powód? Ale w sumie jaki? Nic mu przecież nie zrobiłam. Wcale nie chciałam wyjeżdżać i on doskonale o tym wiedział. Wiedział, że cierpiałam tak samo jak on, więc raczej nie mógł mieć mi tego za złe. Ale skoro nie to... To co? Tyle pomysłów przychodzi mi na myśl, ale każdy nowy eliminuje poprzedni. Cholera. Dużo myślenia chyba mnie czeka w najbliższym czasie. Czuję, że szybko od siebie tej myśli nie odpędzę. Not good.
Jeszcze zanim weszłam do środka słychać było te ostre basy, typowe dla tego typu miejsc. Osobiście uwielbiałam to. Lubiłam ten "ból głowy" zaraz po wyjściu i pogorszenie słuchu na jakiś czas po tym. Uwielbiałam tańczyć w tłumie nieznanych mi w ogóle osób. Można by rzec, że to moje hobby, ale to się raczej nie zalicza. No trudno.
Weszłam do lokalu, trzymając Amy pod rękę. Miałam na sobie zestaw mojego pomysłu, który w sumie mi się podobał. Czarno-niebieska sukienka chyba najbardziej. To wszystko było całkowicie nie w moim stylu, ale widząc takie cudeńka, chyba zastanowię się nad jego zmianą. Nie sądziłam, że mogę dobrze wyglądać w sukience i szpilkach. Zawsze wolałam chodzić w swoich ukochanych trampkach i spodniach. Czuję się w nich o niebo lepiej. No i jest wygodniej. Aczkolwiek teraz stwierdzam, że sukienki nie są wcale aż takie złe i czasami ewentualnie można się w nie ubrać.
Siedziałyśmy właśnie z Mattem i Drakiem przy barze. Sączyłam bodajże trzeciego drinka dzisiaj. Bardzo lubiłam takie kolorowe cudeńka. Nie dość, że nie mają aż tak dużej ilości alkoholu, to jeszcze dobrze smakują. I to jest dobre. Nigdy nie piłam po to, żeby potem się staczać i doprowadzać się do stanu nietrzeźwości. To nie ja. Raz w życiu mi się to zdarzyło i nigdy więcej do tego nie doprowadzę. Teraz zawsze się pilnuję.
- Drake? Stary, cześć! - do moich uszu dobiegł jakiś dziwny, męski głos. Dziwny, bo wydawał się całkiem znajomy. Spojrzałam na moją przyjaciółkę, a ta na mnie. Chyba była równie zdezorientowana co ja,
- Max, kopę lat. Jak leci? - odpowiedział łysawemu mu czarnowłosy. Nadal nie miałam pojęcia o co chodzi, więc postanowiłam po prostu wrócić do swojego drinka.
- No spoko jak widać. Założyłem zespół ze znajomymi, niedługo wydajemy płytę. Ze znajomymi jesteś? - spytał. Wtedy znów na niego spojrzałam. Dostrzegłam obok niego jakiegoś chłopaka. Mniej-więcej we wzroście mojego brata, również miał ciemne włosy, tylko zaczesane do góry. Uśmiechnął się w naszym kierunku, więc odwzajemniłam gest, czując na sobie wzrok zadowolonej Amy. Zaśmiałam się.
- Słyszałem, słyszałem. Będę pierwszym, który ją kupi. Ta, Matta chyba już znasz. Kiedyś was poznałem na imprezie. - słysząc te słowa, ten cały Max, kiwnął głową w stronę Matthew. - A to jest Amy i Lilly. - później przywitał się z nami, podając rękę.
- Miło was poznać, a to jest Nathan. - teraz przywitał się z naszą czwórką ten drugi. Z racji tego, że siedziałam z brzegu, byłam ostatnia. Kiedy ścisnął moją dłoń, poczułam jak się rumienię. Odwróciłam speszona wzrok i usiadłam wygodniej na swoim krzesełku, a on zaraz obok. - Możemy zostać z wami? - dodał po chwili i usiadł obok pomiędzy Amy, która siedziała obok mnie, a Drakiem.
- Jasne - rzucił Matt, którego niemalże zgromiłam wzrokiem. On jednak nic sobie z tego nie zrobił.
- Dzięki. No to co tam? - rozejrzał się po całym towarzystwie zatrzymując wzrok na mojej przyjaciółce.
Albo mi się zdaje, albo ona wpadła mu w oko. Ciekawe. Może coś z tego będzie? Zaśmiałam się na ten widok, czym wywołałam taką samą reakcję u ciemnowłosego, siedzącego obok mnie chłopaka. Spojrzałam znów na niego, a nasze spojrzenia się znów spotkały. Uśmiechnął się w ten swój uroczy sposób. Coś w tym było.
Większość towarzystwa była już dawno wstawiona. Jedynie ja z Nathanem jakoś się trzymaliśmy (a nie mówiłam, że już nigdy nie dopuszczę do tamtej sytuacji? haha). Jest strasznie fajny, nie sądziłam, że będziemy się tak dogadywać. Oboje lubimy sztukę. Lubimy śpiew, mamy podobne zainteresowania. Rozmowa cały czas się kleiła, cały czas mieliśmy coś do powiedzenia. I to było fajne.
Chyba tak samo było z blondyneczką i Georgem. Też dużo rozmawiali. Opowiadał jej o ich planach na karierę, a ona o tym, co lubi robić, że maluje i tak dalej. To dziwne jak na nią, ale nawet zaprosiła go na swoją wystawę (!), czego zazwyczaj nie robi. Nie lubi kiedy jej prace oglądają ludzie, którzy ją znają. Wyjątkiem jest rodzina i najbliżsi przyjaciele.
Mój chory braciszek wraz z Drakiem zaczął się podbijaniem do barmanki, która, moim zdaniem, chyba była już znudzona ich bajerą. Zabawny widok. W końcu wszyscy poszliśmy na parkiet. O dziwo, jakoś się udało, zważając na stan reszty naszej paczki.
Każdy tańczył w rytm muzyki. Nikogo nie interesowało czy ma umiejętności, czy jest dobry czy też nie. Każdy był zainteresowany klimatem. Ewentualnie konkretną osobą, która wpadła mu w oko. Zresztą w takim tłumie nie da się kalek zauważyć (czyt. mnie). Poczułam jak czyjeś dłonie oplatają moje ciało. Odwróciłam głowę. Nie zdziwił mnie widok, jaki spotkałam. Jak zwykle uśmiechnięty Nathan wpatrywał się w moje oczy, które tym razem nie uciekały przed jego wzrokiem. Zarzuciłam ręce na szyję ciemnookiego i próbując znów złapać rytm, zaczęłam tańczyć.
Niezasłonięte rolety sprawiły, że promienie słońca, docierały do mojego pokoju już od wschodu. Otworzyłam oczy i przetarłam je dłońmi, po czym oparłam się na łokciach i rozejrzałam dookoła. Zegarek wskazywał 8:57. Wcześnie. Czując, że już na pewno nie zasnę, podniosłam się z łóżka. Zarzuciłam na siebie jedynie szlafrok i od razu udałam się do kuchni, żeby pochłonąć swoją dzienną dawkę kofeiny. Wzięłam kubek i wcisnęłam odpowiedni przycisk, uruchamiający ekspres do kawy. Kiedy już gorąca ciecz znajdowała się w naczyniu, zabrałam je i usiadłam na krzesełku przy wysepce. Ziewnęłam zakrywając usta dłonią i upiłam łyk napoju. Usłyszałam czyjeś kroki, więc podniosłam głowę chcąc dowiedzieć się kim jest ta osoba. Jak przypuszczałam, była to Amanda. Kiwnęła w moją stronę i od razu otworzyła lodówki. Nalała sobie do szklanki soku i usiadła obok mnie.
- Gdzie chłopaki? - spytałam spoglądając na nią.
- Poszli jakoś nad ranem do domu. Tak mi się zdaje - odpowiedziała bez większego entuzjazmu. Niedziwne, skoro wczoraj nieźle zabalowała. Tylko czemu ona pamiętała mniej-więcej co się działo, a ja nie wszystko? Ach tak, bo moja pamięć nie jest najlepsza! Zaśmiałam się. - Ale mnie głowa boli. - dodała po chwili.
- No tak, nic dziwnego, skoro wczoraj sobie popiłaś - puściłam jej lewe oko i podniosłam się. Wyjęłam z apteczki jakieś tabletki i podałam jej dwie kapsułki. - Nie ma za co. - rzuciłam. Nie usłyszałam już, co tam mamrotała, bo poszłam do łazienki trochę się ogarnąć. Kiedy zobaczyłam swoje odbicie w lustrze, o mało nie dostałam zawału. Okropne worki pod oczami, źle, albo nawet i wcale niezmyty makijaż, który się rozmazał i do tego czerwone zaczerwienione białka. O świetnie! Od razu wzięłam się za siebie. Najpierw mleczkiem do demakijażu zmyłam rozmazane kreski, tusz, no i całą resztę jaką był podkład. Później weszłam pod prysznic. Piętnaście minut w kabinie trwało niemalże wieczność. Po kąpieli ubrałam się i odszukałam znów chorą blondynkę, która oznajmiła mi, że jest jakaś poczta do odebrania na dole. Oczywiście nie trzeba się zastanawiać kto ma po nią iść. Jak ja nie pójdę to nikt nie pójdzie i będzie tam do usranej śmierci. Bez namysłu założyłam buty i wyszłam z mieszkania. Wcisnęłam przycisk przywołujący windę, która oczywiście będzie jechała pięć tysięcy godzin (tak, lubię używać hiperboli, a co tam!). Oparłam się plecami o ścianę i wystukując stopą jakiś bliżej nie znany mi rytm, zaczęłam sobie śpiewać. Tak po prostu.
* * *
No to mamy drugi za sobą.
W sumie nie wiem co myśleć, nie wyszedł mi taki jak chciałam.
Zawsze coś, nie mam racji?
Komentujcie, komentujcie, komentujcie, plz!
To motywuje do dalszej pracy. :)
Do następnego (który postaram się dodać w weekend)! xx
W sumie nie wiem co myśleć, nie wyszedł mi taki jak chciałam.
Zawsze coś, nie mam racji?
Komentujcie, komentujcie, komentujcie, plz!
To motywuje do dalszej pracy. :)
Do następnego (który postaram się dodać w weekend)! xx
Rozdział świetny ! oby tak dalej ;)z niecierpliwością czekam na następny <3
OdpowiedzUsuńooo, dziękuję! :) xx
UsuńSuper! Jestem ciekawa dalszego ciągu. Pozostaje mi więc czekać na rozdział kolejny. Pozdrawiam i ściskam, Paula.
OdpowiedzUsuńhttp://ziemia-inez.blogspot.com/