13 października 2013

Chapter six.

     Naprawdę miałem tego coraz bardziej dosyć. Minął miesiąc, a ja pomimo, że spędzałem z nią czas, nadal byłem traktowany jak powietrze. Na wszystkich zwracała uwagę, dosłownie. Na wszystkich, tylko nie na mnie. Nawet ciekawiło ją to ile Niall codziennie zjada kanapek.
- Podobno jest tak, że nawet po latach rozłąki z prawdziwym przyjacielem, jak się spotkacie to tematy wam się nie będą kończyć. A jak jest teraz? Ona nawet nie daje mi dojść do słowa i jedyne zdanie jakie razem wymieniamy to rzucane do wszystkich "chcecie się napić?" i odpowiedź "nie, dzięki", lub ewentualnie "ja poproszę". Czasem jedynie kiwnięcie głową zamiast "cześć", ale nic więcej. I to cholernie boli, bo kiedyś byliśmy sobie bliżsi niż ktokolwiek inny. I ciężko było nas rozdzielić. Tymczasem ona nie ma problemu z życiem beze mnie. Ja wiem, że zawaliłem sprawę i zepsułem wszystko, ale przecież wróciłem. Wróciłem i chciałem wszystko naprawić. To dlaczego do cholery ona nawet nie chce dać mi tej jednej, ostatniej szansy?! - niemalże wykrzyczałem to wszystko na jednym tchu wpatrując się w wystraszoną Amy. Postanowiłem przyjść do niej z tą sprawą, bo przecież teraz zamiast mnie, Lilly ma właśnie ją. I może właśnie jej posłucha? Miałem skrytą nadzieję, że tak właśnie będzie i Amandzie uda się nas pogodzić. Strasznie mi na tym zależy.
- Harry... - odezwała się blondynka - Ja rozumiem. Wiem, co przeżywasz, ale myślisz, że Lilly też jest ciężko? Już nie raz przez ten miesiąc słyszałam jak płacze. I nie wmówisz mi, że to tak bez powodu. Dlaczego tak właściwie się do niej nie odezwałeś? Nie masz pojęcia jak ją to zabolało. Przepraszam, że ci o tym mówię, ale to, że się tak nagle zjawiłeś... No bądźmy szczerzy, po protu namieszałeś jej teraz w głowie i ona musi sobie to wszystko poukładać. Daj jej czas. - kiedy skończyła, zrobiło mi się głupio. Pominąłem zadane przez nią pytanie i odpowiedziałem.
- Choćbym miał czekać nawet rok, dam jej czas. Byleby tylko to coś dało. Byleby ona mi wybaczyła. Chciałbym, żeby było jak dawniej, Amy. Tęsknię za nią... - mruknąłem niezadowolony.
- Wiem, Hazz. Wszystko będzie dobrze - dziewczyna poklepała mnie po ramieniu. Pewnie gdyby nie ona to już dawno zwaliłbym się Lilly na głowę, doprowadzając do niepotrzebnych kłótni. Na pewno pogorszyłbym tylko sytuację i bardziej się wkopał. Cóż, życie jest brutalne. Nie powiem, zasłużyłem sobie na to. Ale co ja poradzę, że tak mi na niej zależy? Czuję się trochę jak Jacob, który wpoił się w Renesmee. Czuł, że nie może bez niej żyć. Ba! On umarłby, kiedy ona by umarła. Bardzo podobnie jest ze mną. Do czego to doszło, że porównuję się do bohatera sagi "Zmierzch". Dziwne, że w ogóle pamiętam tę historię. Nie, raczej dziwne, żebym nie pamiętał, skoro ona mi to opowiadała jeszcze zanim powstał film. "Zmierzch" to jej ulubiona saga i mogła to czytać po milion razy. Nawet raz, pamiętam, zmusiła mnie do przeczytania pierwszej części. No i czytałem po jednym rozdziale dziennie. 

*RETROSPEKCJA*


     Siedzieliśmy jak co dzień w sadzie moich dziadków. W niewielkim domku na drzewie. W domku jak z bajki. Było to najlepsze miejsce do ucieczki przed wszystkim. Przed codziennością. Przed tą rutyną, która nas nawiedzała. Miejsce, gdzie dało się zapomnieć o sprawach przyziemnych, a zacząć myśleć, marzyć, gdybać. Magiczne miejsce, które należało do nas. Do którego przychodziliśmy codziennie od najmłodszych lat i spędzaliśmy kupę czasu na siedzeniu, rozmawianiu i odizolowywaniu się od całego otaczającego nas świata. Tylko my. 

     Dziadek z tatą wybudowali go dla mnie i Gemmy, kiedy miałem sześć lat, jednak ona zbytnio nim zainteresowana nie była. To było mi nawet na rękę, bo zanim zaczęliśmy przyjaźnić się z Lilly, przyprowadzałem tutaj kolegów i koleżanki. Później wszystko się zmieniło. W wieku dziewięciu lat, zawarliśmy pewnego rodzaju pakt, który mówił, że póki będziemy się przyjaźnić, to miejsce będzie należało do nas. I tak zostało do dziś. Nieważne, pokłóceni czy nie, zawsze to miejsce będzie tylko i wyłącznie nasze.
- Czytasz? - z przemyśleń wyrwał mnie głos przyjaciółki. Spojrzałem na nią i kiwnąłem głową. Nie chciałem znów słuchać jej narzekań. Nie wiedzieć czemu, bardzo ważne dla niej było, żebym przeczytał tę książkę, tak więc muszę dotrzymać słowa. 
- I pochylił się, by raz jeszcze pocałować mnie w szyję. - wypowiedziałem na głos ostatnie zdanie i zamknąłem książkę, opierając się wygodnie o ścianę. 
- Cudowna historia, prawda? A to dopiero początek. - powiedziała rozentuzjazmowana blondynka. Spojrzałem na nią kątem oka nie rozumiejąc jej zadowolenia.
- T-tak, do prawda. Czyli, że ja mam dalej czytać? - spytałem zdezorientowany. Nigdy nie lubiłem czytać książek.
- Nie, Harry, nie musisz tego dalej czytać... Jejku, zazdroszczę im. Kochają się mimo wszystko. Mimo tego, że nie mogą. Wampir i człowiek. Też chcę spotkać taką prawdziwą miłość za kilka lat, jak tylko dorosnę.
    Dużo rozmawialiśmy. Analizowaliśmy całą książkę. Lilly jak na swój wiek była bardzo inteligentna, nie to co ja. Ja byłem głupi i ona wszystko musiała mi tłumaczyć. Mieliśmy wtedy dopiero po trzynaście lat, a już rozumieliśmy więcej niż nasi rówieśnicy. Byliśmy inni. Po zrozumieniu całego sensu historii przeczytałem pozostałe trzy części, które później się ukazały. Pamiętam jak potem Rose się cieszyła. Powiedziała, że była pewna tego, że ta książka mnie wciągnie, "tak jak kiedyś wciągnie mnie taka prawdziwa miłość". 

    Wtedy wpadłem na pomysł. Trochę muszę się poświęcić, ale to jedyny sposób, żeby spróbować z nią pomówić. Może w końcu się zgodzi. Może... Mam zamiar już zaraz wprowadzić mój plan w życie. Tylko muszę jak najszybciej pozbyć się chłopaków.
- Nie idziecie do sklepu? Trzeba zrobić zakupy? - wykrzyczałem zaraz po wtargnięciu do domu. Chłopaki siedzieli w salonie. Zayn z Niallem grali na PS3, zapewne w GTA V, Liam robił coś przy laptopie, a Louis wisiał na telefonie. Nic nadzwyczajnego, taki widok zastaję raczej codziennie.
- No właśnie Ciebie mieliśmy pytać czy nie pojedziesz. Mnie się nie chce - wymamrotał Niall, który właśnie miał swoją kolej i chodził jakąś postacią po mieście. Nawet nie skierował na mnie swojego wzroku.
- Wypadło mi coś. Dlatego pytam się was. Horan, to ty jesz najwięcej w tym domu, bierz dupę w troki i zjeżdżaj stąd.
- Co ty taki marudny, Hazzuś? Zaraz pojedziemy, nie spinaj się, bo zmarszczek dostaniesz - odezwał się tym razem Malik. Mulat chyba chciał się podroczyć, niestety dzisiaj coś mu nie wyszło. Mój plan był naprawdę ważny. Nie miałem czasu teraz użerać się z tymi gamoniami. Usiadłem spokojnie na kanapie, czekając aż w końcu pojadą.

     Kiedy chłopaki się zbierali, zaczepiłem Nialla, który stał najbliżej mnie i zakładał buty. Wiedziałem, że Lilly przyjdzie tutaj na jego prośbę. Nie potrafi mu odmówić.
- Niall, dasz mi wysłać sms'a? Nie wiem gdzie podziałem telefon - poklepałem blondyna po ramieniu, na co ten uniósł głowę i podał mi aparat.
- Jasne, tylko szybko, bo mamy iść już, nie? - odpowiedział, wracając do sznurowania swoich butów.
    Odblokowałem szybko urządzenie i włączyłem wiadomości. Wystukałem na klawiaturze: "Przyjdź, proszę. Wejdź bez pukania. Pośpiesz się. Potrzebuję cię" i wysłałem do "Lilly". Po otrzymaniu powiadomienia usunąłem wiadomość z historii i oddałem przyjacielowi telefon, a ten od razu wyszedł. Nie pozostaje nic innego jak czekać.


     Czy tylko dla mnie robienie naleśników jest takie skomplikowane? Mogłam się jednak zdecydować na coś szybszego i prostszego w wykonaniu. Nigdy nie miałam smykałki do gotowania. To jest dla mnie jakaś czarna magia. Zawsze dodam czegoś za dużo albo za mało i wszystko idzie na marne. Mam nadzieję, że przynajmniej tym razem jakoś mi wyjdzie, bo nie mam zamiaru przeżyć dzisiejszego dnia bez obiadu.
    Amanda gdzieś wyparowała, sama nie wiem gdzie. Powiedziała po prostu, że wychodzi i nie ma jej od jakiś trzech godzin. Muszę zapamiętać ten dzień, kiedy jej nie ma i w domu jest tak cicho jak jeszcze nigdy.
     Miałam właśnie rozlewać ciasto na patelnię, kiedy usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. "Kto się dobija w mojej ukochanej obiadowej porze?" - spytałam siebie w myślach i pokręciłam głową. Wytarłam ręce w ścierkę i sięgnęłam po swój telefon. Po odczytaniu wiadomości, zdjęłam patelnię z płyty i ciasto odłożyłam do lodówki, po czym chwyciłam jedynie klucz, którym zamknęłam mieszkanie i pobiegłam od razu na ostatnie piętro.
     Tak jak pisał blondyn, otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Zastanawiałam się o co chodziło. Co się stało? Wszedłszy głębiej, zauważyłam, że nikogo nie ma, co mnie zaniepokoiło jeszcze bardziej. Wtedy usłyszałam jak ktoś zakluczył drzwi. Odwróciłam głowę i jedyne co zastałam to Harry opierający się o ścianę.
- Nie chciałaś ze mną rozmawiać to musiałem cię tutaj siłą przywołać. Nie chcę nic prócz tego, żebyś mnie wysłuchała. Mogę cię chociaż o to prosić? - do moich uszu dobiegł jego głos. Ten głos, w którym niegdyś odnajdywałam ukojenie. Ten anielski głos, który codziennie śpiewał mi inną piosenkę i powtarzał, jakie to wspaniałe mieć taką przyjaciółkę jak ja. Ten sam głos, który powiedział, że mnie kocha i już nigdy się nie odezwał. Do niedawna...
     Nie wiedziałam kompletnie co robić. Chciałam go wysłuchać, owszem, ale nie wiedziałam czy to najlepsze wyjście. W końcu to jest Harry. Co jeśli oczaruje mnie tymi słówkami i jakąś ckliwą historyjkę, a ja na to polecę i po prostu mu znów zaufam? Przecież nie mogę na to pozwolić.
    Chciałam coś powiedzieć, kiedy naszą ciszę zagłuszyło "Kiss You" roznoszące się po całym korytarzu. Na wyświetlaczu ukazało się zdjęcie mamy. Spojrzałam na kędzierzawego, a ten tylko kiwnął głową, więc  po prostu odebrałam.
     Kto by powiedział, że trzy słowa mogą diametralnie zmienić twój nastrój. Twoje nastawienie do życia, do wszystkiego. Że po prostu wbiją się do twojej głowy burząc wszystkie mury i odbijając się w ułamku sekundy na twojej psychice.
     Omal nie wyrzuciłam telefonu słysząc powiadomienie. Od razu się rozłączyłam wsuwając telefon do kieszeni. Zdezorientowany Harry patrzył na mnie przez cały czas. Osunęłam się powoli po ścianie, czując jak łzy gromadzą się w moich oczach, by po chwili wydostać na zewnątrz i spłynąć powoli po rozpalonych policzkach.
- Co się stało? - usłyszałam przed swoją twarzą. Otworzyłam oczy widząc przed sobą te ukochane zielone tęczówki, w których kiedyś lubiłam się zatracać.
- Babcia... Muszę... - nie potrafiłam z siebie więcej wydusić przez ogromną gulę w gardle uniemożliwiającą mi mówienie. Zaczęłam jeszcze głośniej płakać. Wtedy też poczułam jak czyjeś silne ramiona podnoszą mnie do pionu.
- Jedziemy - odpowiedział pewnie i pociągnął mnie za rękę wychodząc z mieszkania. W ekspresowym tempie zjechaliśmy na dół i wyszliśmy z budynku. Styles pomógł mi wsiąść do samochodu, po czym wykonał telefon i sam wsiadł na miejscu kierowcy. Zapiął mi, a później sobie pasy i wyjechał na jedną z głównych ulic Londynu, wyprowadzających z miasta.
     W tym momencie nie liczyło się to, czy jestem na niego zła czy nie, lecz to, że mimo wszystko zachował się jak prawdziwy przyjaciel i mnie nie zostawił. Rzucił wszystko i po prostu pojechał ze mną, wiedząc, że teraz potrzebuję go najbardziej. I to jest piękne.


* * *

Szósty. Jak się na niego zapatrujecie? 
Rewelacji w sumie nie ma, ale zawsze coś.
Komentujcie, bo to motywuje do dalszej pracy.
Liczę na was.
Do następnego! x

5 komentarzy :

  1. hm... fajny, zapowiada ciekawie kolejny rozdział, więc czekam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Faaajny , z niecierpliwością czekam na następny ! ;) ~Wikaa .

    OdpowiedzUsuń
  3. zapowiada się ciekawie :3 czekam na nastęnyyy! xx

    OdpowiedzUsuń
  4. dwaj następny jest naprawde super ! :))

    OdpowiedzUsuń
  5. dawaaać następny! doczekać się nie mogę! :D świetnyy jest <3

    OdpowiedzUsuń